widok na namiot i Rauenbergsee
Przygody Wszystkie

Klafferkessel – wędrując wśród polodowcowych skarbów

,
12 lipca, 2020

Ta przygoda zapadła mi bardzo w pamięć. Powodów jest kilka. Między innymi był to mój pierwszy nocleg pod namiotem w górach, przeżyłem burzę w nocy na wysokości 2400 m.n.p.m. No i nigdy nie widziałem tylu górskich jezior w tak krótkim czasie. Ale po kolei…

Dzisiaj będziemy wędrować po paśmie Schladminger Tauern, które jest genialnym rejonem wędrówkowym. Ogromna ilość górskich jezior, uzupełniona rozbudowaną siecią szlaków i schronisk kusi mocno. Nie bez powodów parodniowa trasa „Schladminger Tauern Höhenweg” jest uważana za jedną zpiękniejszych w całych Alpach. Oczywiście bohater dzisiejszej przygody, czyli Klafferkessel również wchodzi w jej skład. Mało tego, jest on uważany za „królewski etap” Schladminger Tauern Höhenweg! 

widok na Klafferkessel ze zbocza Greifenberg

Nie ma się co dziwić. Bo ten cud natury jest oszałamiający. Ogromne lodowce minionej ery zostawiły po sobie 30 jezior na wysokości około 2300 – 2500 m.n.p.m. Liczba robi wrażenie, ale to i tak nic w porównaniu z wrażeniami podczas osobistego poznania.

Dzisiejsza przygoda to umiarkowana technicznie, ale wymagająca kondycyjnie runda. Można ją zrobić w jeden dzień (ponad 10h czystej wędrówki), ale tego wariantu nie polecam. Dlaczego ? Otóż chcąc zrobić tą trasę w jeden dzień trzeba się spieszyć, a po drodze mijamy takie cuda, że aż żal się na dłuższą chwilę nie zatrzymać !

Wędrówka zaczyna się w przepięknej dolinie koło Schladming’u. Auto zostawiamy na parkingu przy wodospadzie Riesachfall, który swoją drogą również jest godny zobaczenia. Tutaj możemy wybrać – albo zaczynamy od strony schroniska Preintalerhütte, albo Gollinghütte.

 Najczęściej wybierany jest wariant od strony Gollinghütte, ja też tak poszedłem.

widok na Gollinghue
Gollinghütte – pierwszy przystanek na trasie

Od początku trasy towarzyszy nam widok na najwyższy szczyt Schladminger Tauern, majestatycznego Hochgollinga (2862 m.n.p.m ). Po 2 godzinach przyjemnej wędrówki dotarłem do schroniska, gdzie uzupełniłem niedobory płynów. Czas ruszyć na zdobycie Greifenberg (2618 m.n.p.m.). To on nas dzieli od głównego dania naszej uczty, czyli Klafferkessel.

widok na Sattelsee
Sattelsee przy wierzchołku Greifenberg to było pierwsze jezioro na trasie

Teraz się robi bardziej stromo, ale bez większych trudności technicznych. Nie warto jednak przeceniać trudności kondycyjnej, mamy w końcu do pokonania 1600 metrów przewyższenia! 

widok na Klafferkessel ze szczytu Greifenberg

Szczerze mówiąc, my się przeliczyliśmy. Jak już wcześniej wspomniałem – była to moja pierwsza noc w górach spędzona pod namiotem. Na plecach mieliśmy po 25 kilogramów, co bardzo mocno dało się odczuć. 

Na szczęście planowany nocleg znajdował się zaraz po zejściu na płaskowyż za szczytem.

Muszę nieskromnie przyznać, że miejsce pod namiot znalazłem idealne. W rynience, na delikatnym wypłaszczeniu, obok strumyka przepływającego między dwoma jeziorami. 

widok na namiot i Rauenbergsee w promieniach wschodzącego słońca
Tak mógłbym się budzić codziennie !

Przy rozbijaniu namiotu doszły do mnie pierwsze grzmoty, zwiastujące odległą burzę. Nie było mi do śmiechu, przed oczami pojawiła się wizja zalanego namiotu i przemarzniętej nocy z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Na szczęście strach ma wielkie oczy – burza przeszła bokiem, obdarowując nas jedynie delikatnym deszczem. Tak, czy inaczej spektakl był niesamowity; po raz pierwszy w życiu mogłem podziwiać błyskawice powstające w chmurach znajdujących na tej samej wysokości, co ja. Nigdy tego nie zapomnę ! 

widok na Rauenbergsee

Poranek przywitał nas przepiękną pogodą, więc humory przy śniadaniu dopisywały. Szybko zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy na odkrywanie Klafferkessel. Nie muszę chyba wspominać, że byliśmy pierwszymi turystami na szlaku 😉 

Jeziora z bliska zrobiły jeszcze większe wrażenie niż widziane z góry. Jak małe dziecko z wywieszonym językiem skakałem pomiędzy nimi z telefonem i strzelałem zdjęcia. Efekty widzisz sam, ale oczywiście nie umywają się do widoków na żywo. 

dolna część Klafferkessel

Mimo, że spędziliśmy tam dłuższy czas, to i tak było za krótko. W takim miejscu zawsze jest za krótko. Trzeba było ruszać dalej, w kierunku schroniska Preintalerhütte. Dojście do niego zajęło nam małą godzinę. Po szybkim posiłku stawiliśmy czoła końcowemu etapowi. Do auta dotarliśmy zmęczeni fizycznie, za to psychicznie naładowani energią do pełna.

widok na jedno z ostatnich jezior na Klafferkessel, w tle masyw Dachstein'u
Oto jedno z ostatnich jezior podczas wędrówki
widok na szczyty Schladminger Tauern
Takie widoki oczarowywały nas w drodze powrotnej

Trochę mało było nam górskich jezior (tych nigdy za wiele!), więc na obiad postanowiliśmy skonsumować alpejskiego pstrąga w restauracji nad jeziorem Steirischer Bodensee. Był co najmniej tak wyborny, jak widoki mu towarzyszące. Gorąco polecam !

Podsumowując –  zdecydowanie zachęcam do poznania Klafferkessel. Jest to wyjątkowe miejsce, którego na pewno nie zapomnisz. Ja jeszcze na pewno tu wrócę, wspomnienia tych widoków wołają mnie każdego sezonu. 

A Ty kiedy planujesz poznać Klafferkessel ?

Jeżeli jesteś po raz pierwszy na tej stronie, to koniecznie przeczytaj ten wpis!

Miejsce docelowe: Parking wodospadzie Riesachfall (link do map Google TUTAJ) – płatny około 9 EUR / doba

Długość: 21 km

Czas: ponad 10 h

Przewyższenie: 1600 m

Charakter: Technicznie prosta trasa, za to wymagająca pod względem kondycyjnym

Niezbędne wyposażenie: dobre buty o górskie

Tutaj masz przebieg trasy umieszczony na serwisie www.outdooractive.com.

TAGI
POWIĄZANE WPISY
Close