Dziś zabiorę Cię na przepiękną wędrówkę. Była to moja najlepsza górska przygoda w 2019 roku. Wraz z dwoma górskimi kamratami postanowiliśmy sprostać wyzwaniu i przeciąć masyw Hochschwab’a. Jak nam się to udało ? Dowiesz się w dalszej części wpisu.

Rejon Hochschwab’a to jedna z moich ulubionych okolic do wędrówek. Duży wybór szlaków o każdym stopniu trudności i spokój na nich to zdecydowane zalety. Oprócz tego lubię lokalne bogactwo fauny – Hochschwab to największy rewir występowania kozic w Europie. Zresztą nie tylko one występują tutaj tłumnie – znajdziesz tutaj również sporo dzików, saren, świstaków czy koziorożców. Łatwo je napotkać podczas wędrówki i często nie są w ogóle płochliwe – zresztą przekonajcie się sami :

Dzisiejsza przygoda jest wyjątkowa. Aby dokładnie pójść moimi krokami potrzebne będą dwa auta, co jest pewnego rodzaju utrudnieniem logistycznym. Jedno auto zostawiamy nad Grüner See (parking płatny 4 EUR za dobę), drugim jedziemy do Seewiesen po drugiej stronie masywu. Tam zaczynamy wędrówkę.

Aby dotrzeć do celu pierwszego dnia podróży, czyli schroniska Schiestlhaus mamy dwa warianty – albo szlakiem niższym, wiodącym przez dolinę Seetal i schronisko Voisthaler Hütte, albo górą, płaskowyżem zwanym Aflenzer Staritzen. Ja wybrałem oczywiście ten drugi wariant i Tobie też to radzę. Widoki robią niemałe wrażenie, a do tego trasa jest bardzo urozmaicona. Jedynym minusem jest to, że przez około 6 prostych technicznie godzin wędrówki nie napotkamy żadnego schroniska.

Noc spędziliśmy w Schiestlhaus niedaleko najwyższego punktu masywu. Jest to nowoczesne, a jednocześnie klimatyczne schronisko. Jedzenie jest trochę nietypowe jak na takie miejsce. W menu widać sporo dan wegetariańskich i kuchni śródziemnomorskiej. Wszystkie posiłki są bardzo ładnie, z gustem podane i jeszcze lepiej smakujące.

Dzięki bliskości wierzchołka Hochschwab’u (2277 m.n.p.m.) udało nam się wybrać zarówno na zachód, jak i na wschód słońca. Pobudka nie należała do najłatwiejszych, ale zdecydowanie było warto !
Po wschodzie słońca postanowiliśmy się jeszcze przespać, co było dobrą decyzją. Po obfitym i smacznym śniadaniu (polecam wykupić do noclegu!) ruszyliśmy w dalszą część wędrówki.
Drugiego dnia trasa wiodła najpierw do prywatnego schroniska Häuslalm (około 3 godziny), dalej przez przepiękną Sonnenschien alm do Grüner See (kolejne 3 godziny). Przy planowaniu warto zorientować się, czy Häuslalm jest akurat otwarte. W sezonie czynne jest tylko od środy do niedzieli.

Tutaj również widoki były bardzo zróżnicowane, a do tego wędrówka upłynęła pod znakiem samotności. Przez te wszystkie godziny spotkaliśmy góra 3 osoby. Takie szlaki lubię najbardziej, nikt nie zakłóca górskich wibracji przepływających przez mą duszę !

Do auta dotarliśmy zmęczeni, ale ogromnie usatysfakcjonowani – dwa dni z dala od cywilizacji z takimi widokami potrafią zdziałać cuda.
Polecam Tobie wypróbować tą przygodę na własnej skórze. Poczuj ducha tych gór i zresetuj swój umysł, tak jak my to zrobiliśmy. Na pewno nie pożałujesz i pewnie mi za to podziękujesz ?
Informacje na temat trasy:
Jeżeli jesteś po raz pierwszy na tej stronie, to koniecznie przeczytaj ten wpis!
Miejsce początkowe: Seeberg (link do map Google TUTAJ)
Miejsce docelowe: Parking przy Grüner See (link do map Google TUTAJ)
Długość: 30 km
Czas: ok. 10 – 12h
Przewyższenie: 1500 m
Charakter: Technicznie prosta trasa, za to wymagająca pod względem kondycyjnym
Niezbędne wyposażenie: dobre buty o górskie
Tutaj masz przebieg trasy umieszczony na serwisie www.outdooractive.com.

